Rady Osiedli – zlikwidować czy wzmocnić? Opinia uczestnika o debacie

W poprawianiu efektów swojej pracy na rzecz mieszkańców najważniejsze to wsłuchać się w ich opinie i spostrzeżenia. Tworząc pole do dyskusji oraz dając możliwość debatowania nad sprawami ważnymi dla łodzian chcemy przede wszystkim, aby to oni byli beneficjentami tych działań. Dlatego wspólnie stwierdziliśmy, że najlepszym rozwiązaniem będzie zasięgnięcie opinii na temat organizowanych przez nas debat.

Swoje zdanie na ten temat czerwcowej dyskusji dotyczącej rad osiedli wyraziła uczestniczka debaty Pani Małgorzata Komorowska. Poniżej prezentujemy jej spostrzeżenia :

„Niewątpliwie przyczynkiem do debaty był artykuł w łódzkim dodatku Gazety Wyborczej pt. „Po co Łodzi rady osiedli?”, w którym red. Szymon Bujalski napisał m.in., że „… W większości ich działania ograniczają się do kupowania paluszków…”

Zapewne te, oderwane od rzeczywistości osiedlowej słowa, spowodowały, że sala Instytutu Spraw Obywatelskich wypełniona była po brzegi przedstawicielami rad osiedli.

Trochę zdziwił mnie dobór panelistów. O ile zaproszenie gościa specjalnego z Poznania, Lecha Merglera, Prezesa federacji Kongres Ruchów Miejskich oraz dyrektora Grzegorza Justyńskiego wydaje się być dość oczywiste, to trudno jest dopatrzyć się, według jakiego klucza wybrano przedstawicieli Rad Osiedli oraz reprezentanta Stowarzyszenia.

Lech Mergler mówił o następującej zmianie pokoleniowej, o odchodzącym pokoleniu „leśnych dziadków” i coraz większej aktywności ludzi młodych, wywodzących się z różnych środowisk. Zachęcał do tego, aby to rady same wywalczyły sobie pozycję, poprzez ustawiczne organizowanie się i wywieranie presji na urząd.

Jest to ważny element dalszego funkcjonowania rad osiedli także w Łodzi. Znaczna część radnych osiedlowych działa w nich od kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu lat. Zdają się nie zauważać, że zmienił się świat wokół nich i trzeba się do tych zmian przystosować. Rady osiedli są bardzo zróżnicowane i zatomizowane, prawie nie ma wspólnych spotkań, wypracowywania wspólnego stanowiska, planowania wspólnych działań. Wysłanie raz w roku pisma do Pani Prezydent, to trochę za mało, aby mówić o wywieraniu, nawet nie presji, ale chociażby nacisku.

Gość z Poznania poruszył wiele interesujących wątków i aspektów działania rad osiedli. Niestety, krótkie, kilkuminutowe i może dlatego trochę chaotyczne wypowiedzi, nieco rozczarowały. Dobrze byłoby dowiedzieć się więcej o pracy rad osiedli nie tylko w Poznaniu, ale także w innych dużych miastach. Poznać ich drogę do sukcesu, a może klęski i wykorzystać doświadczenie.

Pozostała niezaspokojona ciekawość i niedosyt poznawczy.

Dyrektor Grzegorz Justyński zaproponował dyskusję nad tym, co zmienić w funkcjonowaniu rad osiedli. I z jego wypowiedzi jednoznacznie wynikało, że wszystko: formułę działania, umocowanie, zarządzanie środkami finansowymi, demokrację przedstawicielską zamienić na deliberacyjną. Partycypacja bez wychodzenia z domu. Decydowanie to klikanie. Czy to jest pożądany przez Urząd model aktywnego mieszkańca? Na pewno wygodny. Aktywista siedzący w domu jest mniej awanturujący się.

Dyrektor Grzegorz Justyński stwierdził na początku debaty, że nie rozumie, dlaczego nastąpiło przeciwstawienie jednostki pomocnicze, władza. Przez następne dwie godziny przedstawiciele rad osiedli opowiadali o swoich problemach z władzą, czyli urzędnikami UMŁ.

Z tych wypowiedzi jasno wynika, że na walkę z materią biurokracji i urzędniczą indolencją przeznaczamy wiele czasu i energii, że jesteśmy przez urzędników jawnie lekceważeni.

Jeżeli urzędnicza władza nie zmieni swojego nastawienia do rad osiedli, to na jakiej podstawie oczekuje, że rady osiedli zmienią swoją postawę wobec urzędniczej władzy?

I tu trzeba wspomnieć o obecnym na spotkaniu Krzysztofie Makowskim w przeszłości sprawującym wiele różnorodnych funkcji politycznych, a obecnie powołanym na Społecznego Pełnomocnika Prezydenta Miasta ds. współpracy z jednostkami pomocniczymi. Czy jest to jedynie odkurzenie przed wyborami trochę już zapomnianego polityka, któremu brakuje pretekstu, żeby pokazać się w mediach? Czy poza pozowaniem i udzielaniem zrobi coś konkretnego, a nie pozorowanego?

Po wysłuchaniu wypowiedzi przedstawicieli rad osiedli, Pełnomocnik oświadczył, że chce przeprowadzić wewnętrzne szkolenie dla urzędników Urzędu Miasta informujące ich o tym, co to są rady osiedla, jakie mają kompetencje i jak należy z nimi współpracować. Niestety, ale jest to całkowicie prawidłowy i słuszny wniosek. Urzędnicy UMŁ nie wiedzą o istnieniu rad osiedli! Jeżeli urzędnicy nie wiedzą, to skąd mają wiedzieć mieszkańcy? Jak rady osiedli mają przebić się do świadomości łodzian, jeżeli są ignorowane przez Urząd? Obawiam się jednak, że do żadnego szkolenia nie dojdzie, urzędnicy będą nadal żyli swoim urzędniczym życiem, pełnomocnik będzie prowadził kampanię, a rady osiedli zostaną pozostawione same sobie. A czego chcą rady?

Niespodziewanie słowa krytyki spadły także na organizatora debaty, za to że debatę zorganizował!

Przedstawiciel jednej z rad osiedla zupełnie poważnie pytał i nie były to pytania retoryczne: kto dał Instytutowi prawo do organizowania debaty na temat rad osiedli i jakie wynagrodzenie otrzymał za jej zorganizowanie? Zaapelował także do INSPRO, aby nie zajmował się radami osiedli, ponieważ rady osiedli dadzą sobie same radę!

Ogólny chaos debaty jest niestety odzwierciedleniem chaotycznej sytuacji rad osiedli.

Rady chcą, aby nic nie zmieniać, bo to co było, było dobre, ale chcą też wprowadzenia zmian, bo to co jest, jest złe. Urząd chciałby wprowadzić zmiany, ale nie mówi konkretnie jakie, mówi, że to zależy od rad. Urząd nie spotyka się z radami, rady nie chcą pomagać Urzędowi.

Brakuje płaszczyzn komunikacji. Przede wszystkim pomiędzy Urzędem a radami. Brak komunikacji rodzi brak porozumienia, a to rodzi konflikt. Rady osiedli czekają od kilku lat na spotkanie z Panią Prezydent. Urzędnicy niższego szczebla także nie spotykają się z radami. Z debaty nad przyszłością rad osiedli zrobiła się lista skarg i zażaleń skierowanych do przedstawiciela Urzędu.

Nie ma też płaszczyzny, na której mogłyby spotykać się rady osiedli, wymieniać doświadczenia, podejmować wspólne działania. Rady osiedli będą silne swoją jednością obejmującą całe miasto, pojedynczo są tylko grupkami społeczników rozproszonymi po mieście.

Czy do takiego zjednoczenia się w jeden organizm dojdzie?”

 

Zapraszamy na całą relację wideo z debaty:

 

Wrzuć komentarz